Nasza historia- Neurofeedback a Syndrom Aspergera
Nelle Frances jest matką syna z Syndromem Aspergera, pedagogiem specjalnym i autorką serii książek "Ben i jego kask" stworzonych dla dzieci z syndromem Aspergera i autyzmem, aspergerchild.com. Artykuł oryginalny dostępny tutaj.
Członkowie naszej rodziny są wielkimi fanami zalet biofeedback. Do czasu kiedy go odkryliśmy, nasza rodzina przechodziła ciężkie chwile- syn, który ma Syndrom Aspergera był gwałtowny, agresywny i poza kontrolą przez 3 lata (od 6 do 9 lat).
Doznawał napadów złości/załamania, które trwały godzinami, gdzie jedynym bezpiecznym sposobem radzenia sobie z nim było ograniczyć mu możliwość ruchu. Nie był w szkole więcej niż parę dni na przestrzeni tych 3 lat. Dostawał ciężkie leki- antydepresanty, stabilizatory nastroju oraz xanax na ataki paniki. Pomiędzy jego wybuchami był łagodnym i czasami wręcz kochającym chłopcem.
Sam nie jadł i nie spał wystarczająco dużo i wydawał się maniakalny w swoich zachowaniach. Miał obsesje na punkcie swojej starszej siostry (poza mną i tatą to był jego jedyny społeczny kontakt). Za każdym razem kiedy chcieliśmy zaangażować go w program edukacyjny zaczynał dobrze ale po kilku dniach lub tygodniach wszystko się rozpadało. Każda kolejna porażka podwyższała jego lęk i poczucie beznadziei.
Poszliśmy do doktora Marka Darlinga (neuroterapeuty) mając małą nadzieje na poprawę. Próbowaliśmy już tak wielu rzeczy na przestrzeni lat, widzieliśmy często mały postęp na początku, jednak nie podążała za nim żadna trwała zmiana w zachowaniu. Za każdym razem kiedy Sam miał wybuch dochodziło do utrwalenia neuronowych ścieżek- tak, że stawało się to wyuczonym sposobem reagowania za każdym razem gdy czuł się zły lub sfrustrowany. Marek wyjaśnił mi, że biofeedback jest „przekwalifikowaniem” dla mózgu. Dzięki temu jego mózg zacząłby lepiej funkcjonować w stanie optymalnym; kiedy jego fale mózgowe nie byłby zbyt wolne ani zbyt szybkie ale w sam raz (Brzmi to jak bajka o trzech misiach, wiem!).
Marek powiedział mi, że najlepsze rezultaty dałyby sesje przez kilka miesięcy dwa razy w tygodniu. Powiedział też, że przez pierwsze 5 tygodni zachowanie Sama będzie trochę inne przez krótki czas po każdej sesji i że będzie sprawiał wrażenie jakby coś w nim „narastało”. Potem, około 6 tygodnia Sam będzie miał wybuch, który zakończy je wszystkie (tak-bez wątpienia był!) i przemoc powinna zmaleć i zniknąć całkowicie dosyć szybko. Ten ogromny wybuch, który sprawił, że opadły nam szczęki był ostatnim jaki Sam kiedykolwiek miał!
Marek i Sam pracowali razem nad wieloma rzeczami, które wymagały zmiany- obsesja na temat siostry, artykulacja, chodzenie spać. Nawet nad problemami skórnymi powstającymi z powodu stresu, na które cierpiał od czasu kiedy był niemowlakiem i z którymi żaden lekarz czy pediatra nie potrafił nic zrobić. Jedna sesja EEG-Biofeedback i jego zapalenie skóry znikało. Mogliśmy mocno zredukować dzięki temu ilość leków jakie brał Sam.
Kluczem do sukcesu jest pamiętanie, że każda informacja jaką możesz dać terapeucie na temat zmian jakie zaszły w zachowaniu dziecka w czasie trwania sesji jest istotna. Wszystko się liczy i pomaga terapeucie ustalić parametry treningu.
Sam kontynuował trening EEG-Biofeedback z własnego wyboru przez lata. To jedyny rodzaj terapii, który daje mu natychmiastowe, spójne rezultaty za każdym razem. Teraz Sam uczęszcza dwa razy w roku na serię 4 sesji na przestrzeni dwóch tygodni. Uważa, że to pozwala mu zachować równowagę.
Sam ma obecnie 18 lat i żyje niezależnie od nas od września zeszłego roku, kiedy wyjechał studiować i pracować do Brisbane. Kiedy na początku poszliśmy do Marka nie wyobrażałam sobie, że Sam kiedykolwiek mógłby być niezależny. Obecnie jest też całkowicie wolny od leków.
Miał od tego czasu wiele sukcesów w życiu. Ukończył szkołę i dostał się na kurs grafiki komputerowej w prywatnym college.
Nasza rodzina czuje się błogosławiona tym co stało się dzięki neuroterapii. Bez tego nie siedziałabym teraz tutaj, opowiadając moją historię i prowadząc dochodowy biznes domowy.